Człowiek jest cywilizowany na tyle , na ile potrafi zrozumieć kota.
Blog > Komentarze do wpisu
Nasze kotki

Ostatnio przeprowadziliśmy się w nowe miejsce. Musieliśmy. Są z nami nasze kochane koty. Jednak nie jest to dla nich wymarzone miejsce. Podczas gdy przedtem miały pełną swobodę wychodzenia, biegania po dworze z dala od ruchu ulicznego i realizowania w pełni swojego kociego życia, to teraz niestety część z nich jest uwięziona... Dom jest blisko ruchliwej ulicy. Mimo wszystko zdecydowaliśmy się wypuszczać chłopaków, bo widzimy, że dają sobie na tyle radę, by nie zbliżać się do szosy, tylko wybierać przeciwny kierunek wędrówek. Dziewczyny są w domu, bo nie domagają się wyjścia tak jak kocurki, których woła zew natury. Jednak wciąż drżymy o ich bezpieczeństwo. Nie wyobrażam sobie, żeby któryś z nich mógł być przejechany przez szalonego kierowcę. To znaczy wyobrażam... ale wolę nie przyciągać myślami złych wydarzeń, bo to po prostu powoduje ścisk w sercu. Co jednak zrobilibyście na naszym miejscu? Wypuszczali czy zamknęli? To przecież koty, które żyły pełnią życia, znają wolność, tym bardziej trudno je zamykać, kiedy poznały smak swobody...

Dlatego szukamy dla nich nowych domów. To trudna decyzja. Jednak mimo przywiązania wolę znaleźć im lepsze domy, w których będą miały swobodę, w których będą równie kochane, jak u nas. Gdy kogoś kochasz daj mu wolność. Chcę, by były szczęśliwe.

 

Oto Kichaczek. Jeden z sześciomiesięcznych dzieci Łaci, która w wyniku ciąży urojonej na powrót zaczęła karmić swoje wyrośnięte potomstwo. One szczęśliwe korzystają z możliwości possania sutka, nawet jeśli jest pusty.

Imię Kichaczka wzięło się stąd, że w dzieciństwie po prostu kichał :). Karmiony jednak wtedy przez cztery mamy (mamę Łaci i jej siostry) szybko nabrał odporności i teraz jest okazałym kocurkiem, który uwielbia przytulanie i mizianie. Jest jeszcze na etapie zabaw z rodzeństwem. Szalonych zabaw. Przymilny, uroczy. Musi trafić tylko do domu, w którym kocha się koty. Z resztą jak każdy inny kot. Na zdjęciu wygląda na niewyspanego, ale on tylko zmrużył oczy, bo lampa aparatu mu błyskała. Po prostu wrażliwy kotek :)

Tosia to córka Gai (jej mama w prawym dolnym rogu zdjęcia:)). Podobnie jak Kichaczek ma pół roku. Po mamie trikolorce odziedziczyła temperament i niespożytą energię. To zwinna łowczyni, która uwielbia wychodzić na dwór, ale jak widać na zdjęciu lubi przytulić uszko do miękkiej poduszki :)

Nie jest łasa na pieszczoty tak jak Kichaczek, ale uwielbia się bawić ze swoimi kuzynami i to ona zawsze wiedzie prym. Pierwsza rozpoczyna gonitwy i zabawy. Nie daje się chłopakom i powala ich na plecy. Jako że lubi wychodzić na dwór również ją wypuszczamy. Ale marzymy o bezpiecznym dla niej domu w spokojnej okolicy, do którego mogłaby przynosić myszy w podzięce za opiekę.

Gdyby te kotki trafiły do szczęśliwych domów, my również bylibyśmy szczęśliwi.

środa, 12 grudnia 2012, kotylandia

Polecane wpisy

Komentarze
jasna8
2012/12/15 11:23:56
Ja się boję wypuszczania kotów,
po złych doświadczeniach z Bogaczewa.
Śliczne są Twoje koteczki,
mam nadzieję ,że szybko domki znajdą.
-
2012/12/16 18:14:56
Na początku też nie wyobrażałam sobie, że je wypuszczam. Myśl, ze tam niedaleko jest ruchliwa droga, a one sobie biegają, była po prostu strasza. Pewnego razu jednak jeden nam uciekł. Martwiliśmy się o niego, ale po kilku godzinach wrócił cały i zdrowy. Teraz, gdy widze, że są ostrozne, bo boją się hałasu samochodów, jestem spokojniejsza. Jednak byłabym zupełnie spokojna, gdyby udało się kupić takie ogrodzenie: www.purrfectfence.com/
Marzę o nim. Narazie nas nie stać. Ale może na wiosną, kiedy zachce im się ekplorować szersza okolicę, to się uda kupić. Oby. Wtedy będę spać spokojnie.